Matka Polka. Bezwytchnieniowa. Czyli ja. I Ty. I Ona.

Są książki, które się czyta dla rozrywki. Są książki, które poszerzają horyzonty. Ale są też takie, których przeczytanie boli — i leczy jednocześnie. Taką książką jest dla mnie „Matka Polka Bezwytchnieniowa”.

Zaczęłam czytać wieczorem, „na chwilę”, kiedy dzieci już spały, a ja miałam w głowie całą listę zadań, których znowu nie zdążyłam wykonać. Pierwsza strona. Druga. Piąta. I nagle łzy.

Bo to nie była książka o kimś innym. To była książka o mnie.

Jestem tą matką. Tą, która daje radę – ale już nie chce.

Autorka nie pisze z pozycji mentorki udzież coacha, która wszystko przepracowała, znalazła wewnętrzny spokój i teraz dzieli się mądrością. Pisze z miejsca prawdy – z samego środka chaosu, niewyspania, zmęczenia, bezsilności i miłości tak wielkiej, że czasem boli.

Ten e-book jest od matki, która już była tam, gdzie Ty jesteś teraz. Która spała z jednym okiem otwartym. Która zna dźwięk rozpaczy w poduszkę i widok dokumentów rozsypanych na kuchennym stole. Która była psycholożką, fizjoterapeutką, kierowcą, koordynatorką, opiekunką — i jeszcze kimś, kto próbował nie zapomnieć o sobie.

To opowieść o nas – kobietach, które nie chcą litości, medali, oklasków. Chcą odpocząć. Na chwilę. Legalnie. Bez poczucia winy.

Pisze o tym, jak wygląda codzienność mamy dziecka z niepełnosprawnością. Ale tak naprawdę — pisze o każdej z nas, która kiedykolwiek czuła się niewidzialna, pominięta, zmuszona do bycia silną przez cały czas.

Z każdą stroną miałam coraz silniejsze wrażenie, że ktoś w końcu opisał moje doświadczenia. Moje życie, które ciągle jest „na później”. Moje ciało, które boli. Moje emocje, które przykrywam uśmiechem. I to jedno pytanie, które ciągle wraca:
„Czy mi wolno się zatrzymać?”

Odpoczynek nie jako luksus. Odpoczynek jako prawo.

Ania z chirurgiczną precyzją trafia w punkt, który wiele z nas zna z własnego serca: żeby odpocząć, najpierw trzeba się rozpaść. Bo dopóki się trzymasz, dopóki ogarniasz, dopóki zrobisz obiad i zapiszesz dziecko na terapię — to przecież znaczy, że dajesz radę. Więc nic Ci się nie należy.

„Matka Polka Bezwytchnieniowa” rozbija ten mit na kawałki. Pokazuje, że potrzeba odpoczynku nie oznacza słabości. Że nie trzeba być na skraju załamania, by móc usiąść. Że nie musimy się tłumaczyć, usprawiedliwiać, zasługiwać.

Jesteśmy zmęczone, bo robimy rzeczy, które przerastają jeden etat, jeden organizm, jedną psychikę. To nie fanaberia. To fakt.

Nie chcemy medali. Chcemy herbaty i chwili ciszy.

W świecie, który tak chętnie poklepuje nas po plecach, mówi: „Jesteście dzielne, podziwiamy was!” — ta książka odważnie odpowiada: „Nie potrzebujemy podziwu. Potrzebujemy pomocy.”

Najbardziej poruszyła mnie część o tym, jak często system zawodzi. Jak wiele z nas łapie się na kolejne programy, projekty, zapisy… tylko po to, by znów usłyszeć: „Nie ma miejsc”, „Proszę zadzwonić za pół roku”, „Nie spełniacie kryteriów”. Jesteśmy niewidzialne, jestśmy zamknięte niczym w pudełku i choć obojętne dla społeczeństwa to jednocześnie bez prawa, ludzkiego prawa do odpoczynku.

Jesteśmy same.

A przecież nikt nie dźwiga tyle, co matka dziecka z niepełnosprawnością. I nikt tak mało o tym nie mówi. Albo mówi się o nas, nie z nami. Poklepywanie po ramieniu w Dzień Matki, ale potem — zderzenie z systemem, który nie działa. Poradnia, która przekłada wizytę. Projekt, który się kończy, zanim się zacznie. Asystent, który istnieje tylko na papierze.

A przecież my nie chcemy cudów. Chcemy działań. Chcemy kogoś, kto powie: „Zrobię Ci herbatę. Ja z nim zostanę.”

Autorka nie krzyczy. za to jej słowa krzyczą prawdą. Pokazuje, że system, który udaje pomoc, jest przemocą w białych rękawiczkach.

Potrzebują realnej obecności.

Siła, która nie błyszczy. Ale która nie znika.

Ta książka nie romantyzuje macierzyństwa. Nie tworzy mitu matki-świętej. Wręcz przeciwnie — zdejmuje aureolę i mówi: „Zobacz nas bez filtra.”

Zmęczone oczy.

Przemilczana złość.

Łzy ukrywane w łazience.

Kawa, która zawsze stygnie.

I serce, które pomimo wszystkiego — dalej bije, dalej kocha, dalej się stara.

Autorka pisze:

„Nie chcemy odpocząć od naszych dzieci. Chcemy odpocząć – dla nich.”

Te słowa powinny być wykute nad każdą poradnią, urzędem i gabinetem. Bo tak często jesteśmy oceniane, kiedy próbujemy złapać oddech. Jakbyśmy były gorsze, niekochające, niewystarczające. A przecież to właśnie dlatego chcemy odpocząć — żeby znów mieć siłę kochać.

Każdy dzień to ratowanie świata. Tego najważniejszego – dziecięcego.

W jednej z ostatnich części książki autorka pisze o codziennych „cudach”, których nikt poza nami nie widzi. Samodzielnie założona skarpetka. Spojrzenie w oczy. Drobny gest, który był efektem miesięcy pracy.

To są nasze zwycięstwa. Tak ciche, że świat ich nie zauważa. Ale my wiemy. My widzimy.

I dlatego się nie zatrzymujemy.

To nie jest wzniosłe bohaterstwo. To ciche trwanie, które jest bardziej odważne niż niejeden heroizm.

Dlaczego ta książka jest tak ważna?

Dla mnie ta książka była przypomnieniem, że nie muszę niczego udowadniać. Że mogę powiedzieć „jestem zmęczona” i nie dodać do tego „ale dam radę”. Że moje zmęczenie, moje ciało, moje potrzeby — są równie ważne jak wszystko, co robię dla innych.

Ten e-book to nie tylko tekst. To terapią. Pocieszenie. Ramie.
Jest jak ciepły głos, który mówi: „Nie jesteś sama. Twoje zmęczenie ma sens. Twoja walka ma wartość. Ty masz wartość.”

„Matka Polka Bezwytchnieniowa” to nie lektura. To towarzyszka w nocnych czuwaniach.
To głos w Twojej głowie, który mówi:
„Masz prawo być zmęczona. I masz prawo odpocząć. Bez wstydu.

E- book do pobrania: https://jestesmywazni.pl/produkt/e-book-matka-polka-bezwytchnieniowa/

Leave a Reply